home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Edukator   data 2017-05-13

Granice bezpieczeństwa

Gdzie są te granice bezpieczeństwa podczas zajęć terenowych? Okazuje się, że nie jest to takie jednoznaczne. Bo wszystko jest ok., dopóki nie zdarzy się wypadek.

Przykład mojej znajomej leśniczki-edukatorki z Łodzi. Wędrowała z grupą przez las, leżało powalone drzewo, zaproponowała, aby dzieci przeszły wzdłuż kłody – gęsiego. Jeden uczeń spadł i złamał nogę, zaczęło się dla niej piekło. Dochodzenie: dlaczego dała dzieciom takie zadanie? Ostatecznie zrezygnowała z pracy terenowca, zatrudniła się w szkole i nie wychodzi z dziećmi z klasy.

To wydarzyło się kilka lat temu i o tym zapomniałam. Temat powrócił wczoraj, gdy mała dziewczynka z mojego otoczenia złamała w przedszkolu rękę Pojawiła się myśl – przecież często spędzam z dziećmi czas na świeżym powietrzu, chodzimy do lasu. Skaczą przez rów, chodzą po powalonym drzewie … mało tego, przechodzą po nim przez rzekę! O wypadek jest łatwo, a interpretacja może być różna. Dla mnie po prostu wypadek, dla rodziców igranie z losem i w konsekwencji kłopoty.

Nie chcę skończyć, jak moja znajoma, zamknięta w szkole. Uwielbiam błysk w oku dzieciaka, który pokonał własne lęki i przeszedł po kłodzie na drugi brzeg rzeki.

Uwielbiam radość chłopców, którzy budują most przez rów melioracyjny, a później go pokonują. Uwielbiam entuzjazm uczniów, gdy pozwalam im skakać przez rów wypełniony wodą. I uwielbiam, gdy pokonują kałuże …

Muszę się dobrze ubezpieczyć i zachować zdrowy rozsądek. No i jeszcze przyda się trochę szczęścia.

Hanka

edukator@erys.pl

Komentarze (1)

~Joanna 16.05.2017 13:04:53
Tak. U mnie działa dodatkowo zmysł harcerski, wykształcony od lat i trwający do dzisiaj. Nie przekraczaliśmy niegdy niepotrzebnie ekstremalnych barier w naszych wędrówkach, a to, co dziś widzimy, tę mięczakowatość pielęgnowaną przez rodziców jak najstaranniej, przekracza wszelkie wyobrażenia. Tym niemniej, jako biolog, na zajęciach terenowych staram się nie przekraczać granic zdrowego rozsądku. Na ostatnim przyrodniczym biegu terenowym (dla harcerzy starszych czyli obecnie - wędrowników) było i owszem zadanie przejścia po linach nad małym bagienkiem. Ale - oni mieli 17-19 lat, stary harcerski nawyk kazał nam ubezpieczać osobę przechodzącą odpowiednio naprężając liny, naciągając je, aż przejdzie osoba. druga naprężona lina do trzymania rękoma. Taka klasyczna harcerska pionierka. Z małymi dziećmi nigdy bym tak nie postąpiła. BO? Dzieci są nieobliczalne. wystarczy fałszywy krok i jest skręcenie, złamanie nogi. Staram się, aby inaczej pracować z harcerzami a inaczej z dziećmi nie znającymi zagrożeń przyrody czy zwyczajnie terenu. Unikam ryzyka ponieważ przyroda sama podpowiada na co patrzeć o co pytać i co tłumaczyć. Ładunek wiedzy zawsze jest potężny, a ryzyko zbędne uniknięte.

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archiwum

2008 (2)
2009 (20)
2010 (56)
2011 (64)
2012 (62)
2013 (61)
2014 (60)
2015 (57)
2016 (59)
2017 (52)
styczeń (5)
luty (5)
marzec (5)
kwiecień (5)
maj (5)
czerwiec (5)
lipiec (5)
sierpień (5)
wrzesień (5)
październik (5)
listopad (2)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij